Na brzegu morza, co w słońcu skąpane,
Siedzi stary człowiek w słomianym kapeluszu.
Na stopach trzewiki - schodzone, rozerwane,
Biała koszula już szara od kurzu.
Człowiek ten spoglądając na błękitne niebo,
A w dłoni trzymając wierzbową fujarkę,
Zanucił pieśń od serca, bez słowa złego:
O synu, co poślubił chciwą malarkę,
O kłótniach, w których brak zrozumienia,
O chwilach złości przekutych w tęsknotę...
Każda z tych chwil, co podejście zmienia,
Co wydarzeń wrogich nie zostawia na potem:
Niech w sercu usiądą przekute w zalety,
Myśli nie kalają swą goryczą i złością!
Otrzymasz od życia najpiękniejsze monety:
Codzienność wyszytą pokorą i miłością.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz